Przejdź do głównej zawartości

Liceum w Stanach

Jak wygląda szkoła w USA?


Ostatnio odkryłam, że wielu moich znajomych nie ma pojęcia o tym jak funkcjonuje szkoła w Stanach. Wielu Polaków uważa, że poziom tutejszej edukacji jest marny. Od kiedy sama tu mieszkam, nie zgadzam się z tym. Spróbuję tutaj przybliżyć jak wygląda liceum w Kalifornii. 


W skrócie


Liceum trwa 4 lata. Zaczyna się w wieku 14 lat, a kończy mając 18. Nie ma czegoś takiego jak powtarzanie roku. Jest to spowodowane tym, że każdy sam sobie wybiera przedmioty i nawet jeśli jego ocena nie będzie satysfakcjonująca to po prostu będzie powtarzał jeden przedmiot w następnym roku szkolnym, a rozwijał się dalej w innych kierunkach. Co do wybierania przedmiotów, to też nie jest tak, że ktoś co roku będzie wybierał sobie plastykę, technikę, muzykę i tak dalej, a skończy szkołę. Żeby ukończyć liceum trzeba zdobyć wystarczającą ilość kredytów (każdy semestr jednego przedmiotu jest warty 5 kredytów) w wyznaczonych kategoriach. Na przykład 40 kredytów języka angielskiego, 20 matematyki, 10 języka obcego, itd. Łącznie w mojej szkole trzeba zebrać 220 kredytów przez 4 lata nauki, uwzględniając podane wymagania. Wymagane przedmioty są warte 150 kredytów, pozostałe kredyty można zdobyć poprzez "zapychacze" typu plastyka, ale ambitniejsi wybiorą rozszerzone czy uniwersyteckie przedmioty. Natomiast jeśli ktoś chce iść na studia zazwyczaj wybiera te trudniejsze i ważniejsze przedmioty. 


Trochę dokładniej


Na czym polega ta trudność? Spróbuję to wyjaśnić na przykładzie fizyki. Są 3 opcje: fizyka, fizyka rozszerzona i fizyka AP (czyli o poziomie uniwersyteckim). Nie można od razu wybrać tej najtrudniejszej, bo jak sama nazwa wskazuje większość ludzi kończy ją na studiach. Najpierw można wybrać zwykłą fizykę lub fizykę rozszerzoną. Obie zaczynają się na tym samym poziomie, jednak w rozszerzonej klasie materiał przerabiany jest szybciej, więc jest go więcej oraz analogicznie jest tam więcej eksperymentów. Po ukończeniu fizyki rozszerzonej, w kolejnym roku szkolnym można wybrać fizykę AP, która będzie już dla nas zaliczona na studiach. Jedynym hakiem jest to, że pod koniec roku trzeba zdać egzamin AP, który kosztuje około $100. Mimo wszystko jest to opłacalne, ponieważ zrobienie jednego przedmiotu na uniwersytecie jest o wiele bardziej kosztowne.

Rzeczą, którą warto wspomnieć jest to, że nie ma się 30 osobowej klasy jak w Polsce i nie ma się z tymi samymi osobami wszystkich lekcji. Jest to naprawdę dobra rzecz. Jeśli ktoś jest dobry z matematyki to rozwija się w tym kierunku i jednocześnie może wybierać sobie łatwy angielski, jeśli nie lubi pisać wypracowań. Liczba osób w klasie jest dostosowana do przedmiotu. Jako, że angielski czy matematyka to te ważniejsze przedmioty w tych klasach jest około po 20-25 osób. Z kolei na takim wf-ie może być i 40 osób.

Zaskakującym faktem dla nas, obcokrajowców, jest to, że można wziąć maksymalnie 7 przedmiotów na semestr, a i tak doradcy uczniów (tak, istnieją tacy!) rekomendują branie maksymalnie 6 przedmiotów. Codziennie ma się takie same lekcje, w tej samej kolejności. Każda z nich trwa 50 minut. W mojej szkole jedynym wyjątkiem są środy i czwartki, wtedy lekcja trwa 80 minut. W środę, są lekcje parzyste (2,4 i 6) i późniejszy start, a w czwartki nieparzyste (1,3,5 i 7). Są też wtedy lekcje zwane tutorialowymi. W tym czasie trzeba być na terenie szkoły, jednak ma się kilka opcji. Można wtedy odrabiać lekcje, napisać zaległy sprawdzian, poprosić nauczyciela o wytłumaczenie czegoś, czy po prostu siedzieć i gadać ze znajomymi albo słuchać muzyki przez telefon. Tutorial trwa 40 minut.


Wygląd zewnętrzny szkoły


Z racji tego, że w Kalifornii temperatura rzadko kiedy spada poniżej 10 stopni do klas wchodzi się prosto z dworu. Tak jakby funkcję korytarzy pełniły chodniki i ustawione pod dachami budynków ławki. Moja szkoła posiada kilka większych budynków podzielonych na klasy i ogromny teren do uprawiania sportu. Jest tam basen (25x45m), bieżnia o wielkości olimpijskiej, kilka boisk do tenisa, parę boisk do footballu amerykańskiego, baseballu i piłki nożnej czy siatkówki. Do tego kilka sal gimnastycznych. Nie wiem jak w innych placówkach, ale w moim liceum ogromną wagę przykłada się do sportów.


Wyposażenie


Gdy półtora roku temu przyjechałam do Stanów i byłam oprowadzana po szkole byłam w totalnym szoku. Naprawdę. Moja szczęka niemalże dotykała podłogi. W klasach humanistycznych są laptopy. Około 40 na klasę. Klas jest kilkanaście. Oprócz tego jest kilka innych klas (np. klasy biologiczne), gdzie również dostępne są te laptopy. Do tego jest kilka pracowni komputerowych ze stacjonarnymi komputerami. Kolejnym punktem jest biblioteka. Jest naprawdę duża, są tam najnowsze książki, a bibliotekarka regularnie zakupuje książki, o które pytają się uczniowie. I są tam nie tylko te akceptowalne pozycje, spokojnie można wypożyczyć książki z przekleństwami, seksem czy narkotykami. Lektury natomiast znajdują się w klasie nauczycieli angielskiego. Mają ich tam wystarczająco dużo, żeby miał je każdy uczeń. Kolejną sprawą wartą uwagi są podręczniki. Szkoła wypożycza wszystkie podręczniki, których potrzebujesz na początku roku szkolnego. Trzymasz je i korzystasz z nich w domu, a oddajesz w ostatni tydzień szkoły. W szkole korzystasz z egzemplarzy szkolnych. Co jest bardzo dobrym rozwiązaniem, gdyż większość książek ma po 1000 stron. Na większości przedmiotów nie potrzebujesz zeszytów, wyjątek stanowią języki obce, fizyka i chemia. To nauczyciele dają kserówki, uczeń ma swój segregator, w którym je kolekcjonuje. Sale naukowe są dokładnie wyposażone. Mikroskopy, gogle na oczy i inne rzeczy, których nazw nie znam są dostępne dla wszystkich. Każda czteroosobowa grupa przeprowadza eksperyment samemu korzystając ze sprzętów należących tylko do tej grupy. I żeby nie było, chodzę do rejonowej szkoły publicznej.



Nauczyciele


No cóż, chodziłam do jednego z lepszych polskich gimnazjów, które nie było rejonowe, 3 osoby zdawały na jedno miejsce i teraz chodzę do rejonowego liceum, w którym każdy musi być przyjęty. I nie mówię, że to zasada, ale w pierwszej szkole większość nauczycieli zupełnie nie miała szacunku do uczniów, wszystko było przerabiane; tutaj natomiast jeśli czegoś nie rozumiem wystarczy spytać nauczyciela i on to będzie tłumaczył. Jeśli jest czas to na lekcji, jeśli nie to można spokojnie przyjść w czasie lunchu czy po szkole. Do tego mając jakiekolwiek problemy można się zwrócić do nauczyciela. Wszyscy są cholernie mili, serio. Raz robiąc projekt na angielski, musiałam znaleźć dwoje nauczycieli, którzy przyjechali do Stanów lub, którzy mają zagraniczne korzenie. Mój nauczyciel od matematyki pomógł mi bez problemu, tak samo jak nauczycielka, z którą nigdy nie miałam lekcji. Oczywiście znajdą się i osoby, których się nie lubi. Przykładem jest tu mój  były nauczyciel od biologii. Z racji tego, że ściąganie jest tu bardzo surowo karane, nauczyciele starają się temu zapobiegać. Jednak tym razem mój nauczyciel przesadził, chcąc obciąć mi punkty, za patrzenie się w drzwi po tym jak już oddałam sprawdzian. W większości jednak nauczyciel zawsze chętnie służą pomocą i radą.


Ubiór i wygląd


Cóż, tutaj wiele może różnić się pomiędzy stanami a nawet dystryktami. Opiszę jednak jak to wygląda w mojej szkole. Nie ma mundurków. Można ubierać się jak się chce, pod warunkiem, że ubrania zasłaniają bieliznę i nie zawierają przekleństw oraz substancji zakazanych typu narkotyki czy papierosy. Dodatkowo, nieważne jak się ubierzesz, nikt nie zwraca uwagi na to, że masz klapki i skarpetki, tęczowe spodenki i kurtkę w księżniczki Disney'a. Można się malować, posiadać kolczyki gdzie tylko się chce, farbować włosy i mieć prawdziwe tatuaże. Nauczyciele nawet chwalą wybór wzoru lub podpowiadają na jaki kolor zafarbować włosy następnym razem.



Atmosfera


Ogólnie rzecz biorąc większość osób jest naprawdę miła i pomocna. Oczywiście znajdą się typowe puste lale i napakowani idioci. Jeśli chodzi o wygląd to jest tu różnorodność. Akurat do mojej szkoły chodzą głównie Azjaci i Amerykanie pochodzenia azjatyckiego. Raczej nie ma żadnych rasistowskich problemów, chociaż muszę przyznać, że przez pewien czas pewna Chinka i jej świta zwracały się do mnie per white bitch - biała suka. Ale w każdej społeczności są debile. W mojej szkole jest program dla obcokrajowców, dzięki czemu angielski i historię miałam z innymi osobami, które przyjechały do USA niedawno. Nigdy nie miałam jednak problemu na innych lekcjach z tego powodu, co najwyżej słyszałam, że mam słodki akcent. Uczniowie są naprawdę pozytywni.


Ciekawostki


  • Można mieć lekcje z różnymi rocznikami. Będąc w klasie 10 możesz mieć lekcje z 9, 10, 11 czy 12 klasami w tym samym czasie.
  • Każdy rocznik ma swoją nazwę: 9 klasa: Freshmen, 10 klasa: Sophomore, 11 klasa: Junior, 12 klasa: Senior. I naprawdę wszyscy tego używają. Nikt nie mówi "Jestem w 11 klasie" tylko "Jestem Junior".
  • Tutejszy odpowiednik matury może być zdawany wcześniej niż w ostatnim roku nauki.
  • Na terenie szkoły funkcjonuje wiele klubów i kółek, od szachowych, przez koszykarskie do klubu LGBT+.
  • Większość przerw trwa 5 minut i służy tylko do przejścia z klasy do klasy. Wyjątek stanowi przerwa na brunch (czyli na drugie śniadanie), która trwa 15 minut i trwająca 40 minut przerwa na lunch.
  • Niestety szkoła prawie nigdy nie organizuje wycieczek, można jedynie liczyć na dobrą wolę nauczyciela, który może coś zorganizować.
  • Są regularne treningi przeciwpożarowe oraz raz w roku barykadowanie się w klasach na wypadek, gdyby ktoś groźny uciekł z pobliskiego więzienia, w pobliżu byłby jakiś napad itd.
  • Codziennie przez głośniki podawane są ogłoszenia dyrekcji, nauczycieli i uczniów.


Mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłam tutaj temat edukacji licealnej w Stanach. Oczywiście, wszystko może się różnić w poszczególnych szkołach. Wszystko co opisałam bazuję na własnych doświadczeniach. Na wszelkie dodatkowe pytania chętnie odpowiem w komentarzach ;)


~ Julia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rasizm

Długo mnie nie było (szkoła mnie pochłonęła :'). No, ale już powracam i dzisiaj pogadam o rasizmie. Najpierw jednak sprecyzujmy, czym dokładnie jest rasizm. Według słownika języka polskiego PWN: Rasizm - pogląd oparty na przekonaniu o nierównej wartości biologicznej, społecznej i intelektualnej ras ludzkich, łączący się z wiarą we wrodzoną wyższość jednej rasy.  Co myśli większość ludzi gdy słyszy owe pojęcie? Głównie złych białych ludzi znęcających się na biednych przedstawicielach innych ras. I nie neguję tego. Rasizm jest problemem. Chciałabym się jednak skupić na tym, czy osoby pochodzenia europejskiego także go doświadczają oraz czy aby zawsze oskarżenia o rasizm są słuszne. Przytoczę kilka przykładów z mojego życia. W mojej szkole prawie, że nie ma osób białych. Większość to Azjaci, Hindusi i Latynosi. Z okazji Halloween, ja i moje przyjaciółki postanowiłyśmy się przebrać. Dodam, że wśród moich znajomych jestem jedyną białą. Następnie, w czasie lunchu posz...

Dziennik#2: Polski Festiwal w Stanach

W ostatnią niedzielę postanowiłam wybrać się na polski festiwal. Razem ze mną wybrała się moja przyjaciółka, Japonka, żeby zobaczyć co się na takowym wydarzeniu dzieje. I cóż, było dość ciekawie. Przebycie około 25 kilometrów zajęło nam ponad trzy godziny, ponieważ miałyśmy pecha i trafiłyśmy na zamkniętą drogę. No, ale po kolei. Moja rodzina jechała na godzinę 10:30 do polskiego kościoła, w którym też odbywał się festiwal. Jednak ja, jako, że postanowiłam zabrać ze sobą przyjaciółkę dzielnie wstałam przed ósmą, wyszłam z domu o 8:30 i szłam na przystanek, na którym miałyśmy się spotkać o 9:15. Moja przyjaciółka zaspała, więc podczas, gdy ona biegła na przystanek, ja poszłam kupić jej śniadanie. Na szczęście zdążyłyśmy idealnie na autobus. W tym momencie dodam, że kilka razy sprawdzałam rozkład jazdy na niedzielę. I co się okazało? Ulica była zablokowana przez jakiś maraton bądź festiwal rowerowy. Dlatego też wysiadłyśmy w mniej niż połowie drogi. No, ale przecież nie mogłyś...

Czy da się współgrać z osobami wychowanymi w innej kulturze?

Jedziesz za granicę na wakacje, albo może przeprowadzasz się gdzieś na stałe. Poznajesz nowych ludzi oraz obserwujesz zwyczaje panujące w owym społeczeństwie. Wszystko jest fajnie, aż do pewnego momentu, w którym orientujesz się, że ci ludzie są jacyś dziwni. Mężczyźni całują się w policzki na powitanie, ktoś mlaska przy jedzeniu. Z drugiej strony to oni patrzą na ciebie krzywo gdy ściągniesz buty wchodząc do czyjegoś mieszkania albo gdy przytrzymujesz obcej osobie drzwi. W tym momencie, cieszysz się, że już niedługo urlop dobiegnie końca, a ty wrócisz do domu. Gorzej jeśli się tam przeprowadziłeś. Co wtedy? Myślisz sobie, że dłużej już tam nie wytrzymasz. Gdy przeprowadziłam się do Stanów czułam się mniej więcej w ten sposób. Ludzie zachowywali się w dziwny sposób, szczególnie, że mieszkam w okolicy, w której żyją osoby z wielu, wielu kręgów kulturowych. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, czy to jest w ogóle możliwe, aby dogadać się z tymi wszystkimi ludźmi, którzy są wychowywani ...